piątek, 6 listopada 2009

Edgard Claes, nie tylko introligator...


Pomysł na powstanie oprawy dla książki "Jak przeklinać" wziął się z nauki zdobytej podczas kursów introligatorskich u Edgarda Claesa, mnicha z klasztoru w Denderleeuw...
A zaczęło się wszystko na Seminarium Spolecenstva Ceskych Kniharu w Brandysie koło Pragi, w 2007 roku, gdzie jednym z zaproszonych gości był właśnie ten skromny, cichy Pan ( tak właśnie go wtedy postrzegałem)

Jego prezentacja zgodnie została potem uznana za najciekawszą, zapamiętałem ją dobrze również z tego względu że cały czas pomagała mu jego uczennica, młoda Niemka - Christine Sieber, która zwracała uwagę wszystkich swoim...ubiorem. Już jak weszli do sali to zrobiło się ciekawie... A potem pomimo początkowego gwaru robiło się coraz ciszej i ciszej...aż w końcu na sali słychać było już tylko niemiecki język Edgarda i czeskie tłumaczenie. Gdy na chwilę rozejrzałem się wokół siebie moi czescy sąsiedzi mieli coraz bardziej otwarte usta... Przyznam że i mnie zatkało, takie oprawy z bliska widziałem pierwszy raz w życiu...



Po prezentacji Edgard i Christine otrzymali gromkie oklaski na stojąco, a rozmów na temat tych wspaniałych opraw nie było końca. Czesi długo jeszcze podchodzili do biurka z wystawionymi pracami i robili zdjęcia... A wśród nich ja... Byłem pod naprawdę dużym wrażeniem precyzji, projektów i estetyki wykonania. Z przyjemnością patrzyłem jak z wielką misterią pakują wszystkie książki do etui, a potem jeszcze do specjalnych pokrowców szytych na miarę na każdą oprawę...


W ostatni dzień Seminarium dociera do mnie informacja, Jacek- jedziesz do klasztoru Edgarda na kurs, jeśli chcesz oczywiście... Nie wiedziałem dlaczego ja, nie wiedziałem kiedy ale czułem się jakbym wygrał główną nagrodę w LOTTO - szczęśliwy i podekscytowany, pomyślałem że to niesamowita szansa dla mnie aby podnieść swoje umiejętności i natychmiast zdecydowałem - JADĘ...

Jesień 2007, jestem w Denderleeuw, gotowy na przyjęcie dużej porcji wiedzy... a niech mnie przytłoczy, dam radę... Zaczynamy od zwiedzania miasta, głowa w prawo, głowa w lewo ale myślami jestem już przy następnym dniu... bo się zacznie, na to czekam...


Wreszcie zaczynamy, stanowiska zajęte, każdego dnia oglądam wszystko z wielką ciekawością, jak jest urządzona pracownia, jakie są i jak rozmieszczone narzędzia, jakie światło i jak posegregowane materiały, notuję wszystko, robię zdjęcia ( ponad 600 )... no i słucham, angielski tłumaczą na czeski, o mnie nikt nie myśli, rozumiem 50% angielskiego i 80% czeskiego, czasami więcej czasami mniej, ale bacznie obserwuję... i ciągle się uczę, z zadowoleniem odkrywam że z każdym dniem rozumiem coraz więcej po angielsku i czesku, najszybciej łapię świństwa, bryluje w tym Karel Havlik który szybko uczy mnie jak zakląć i sprośnie mówić w tym języku.

Pracownia jest pełna obrazów ze wszystkimi oprawami Edgarda...

Piaskowanie...

Edgard Claes jest introligatorem, rzeźbiarzem, malarzem, wybornym kucharzem i jeszcze niesamowicie śpiewa i gra na harfie - artysta wszechstronny...W klasztorze co chwilę trafiam na dowody jego talentu, w ogrodzie jest rzeźba...

A w świetlicy obraz zatytułowany - "Ofiary Tsunami"


Po tygodniu intensywnej nauki przychodzi czas na podsumowanie, każdy naładowany jest dodatkową energią, zainspirowany tym co zobaczyliśmy i co nowego możemy wykonać. Wspólny wyjazd na drobne zakupy kończy pobyt w tym gościnnym miejscu, zaraz po niedzielnym śniadaniu każdy wyruszył w swoją stronę...

Wspólne zdjęcie gotowych opraw...

Mój pokój, jestem już spakowany i gotowy do drogi...

Z wielu opraw Edgarda Claesa ta podoba mi się najbardziej, nowoczesne wykonanie Biblii...

To moja wersja Dorfner binding z kursu 2007, bardzo dziękuję Jackowi Kordusowi za wykonanie zdjęcia tej oprawy...co klasa to klasa...

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz