sobota, 28 listopada 2009

Etui do "przeklinania" i coś jeszcze...

Lubię gdy oprawa ma solidne opakowanie, to znaczy takie które poza funkcją ochronną jest też wstępem do tego co będzie dalej. Idealną sytuacją jest gdy uda się to jak najbardziej dopasować...


Ostatnio, tak przy okazji realizacji innych prac ukończyłem oprawę książki "Spacer w czasie-Poznań" którą zakupiłem jakiś czas temu... Pewną jej część, wykonaną z gliny, wyszukałem przy okazji innych zakupów i teraz nadarzyła się możliwość wkomponowania jej do oprawy... A wyszło to...

poniedziałek, 23 listopada 2009

Pędem przez Loket


Widok tego psiaka w muzeum który jest tu stałym bywalcem skojarzył mi się z czymś znajomym...


Z Kadania do Loket miałem zaledwie 37km... Nie darowałbym sobie aby nie skorzystać z okazji i nie odwiedzić mojego "guru" Jana Sobotę. Niecała godzina bardzo spokojnej jazdy krętymi drogami przez okoliczne loketskie lasy i ...jestem. Dla mnie to kultowe już miejsce, a przecież już od dłuższego czasu wiedziałem że muzeum artystycznej oprawy zostało diametralnie przemeblowane, ba, na miejscu zorientowałem się że wyburzono też część ścian, powstała dziura w dachu a tam solidne duże okna i przez to więcej naturalnego światła, słowem, miejsce nie do poznania a to dodatkowy atut aby tu zajrzeć...Pędem przez Loket pasuje tu idealnie, bo wizyta trwała zaledwie 2 i pół godziny. Godzinna pogawędka z zawsze uśmiechniętą Jarmilą i Janem, serdeczne pożegnanie a potem już muzeum, muzeum, muzeum...
I tak wrócę tam jeszcze....

niedziela, 22 listopada 2009

Papiery marmurkowe

Ubiegły weekend spędziłem w Kadaniu, w zachodniej części Czech. Wyjazd do samego końca stał pod wielkim znakiem zapytania, ostatecznie do niego doszło i pomimo nie sprzyjających okoliczności z uczestnictwa w tym kursie jestem bardzo zadowolony. Już sama organizatorka szkolenia - Jana Pribikova jest tak barwną postacią że kiedyś z pewnością poświęcę jej specjalnego posta...
W grupie 10 osób które przybyły do Kadania było dwóch Niemców, moja skromna osoba oraz 7 Czechów. Wykonywaliśmy papiery marmurkowe olejowymi farbami na gelascu - specyfiki używane do tego celu są dziełem szwajcarskiego introligatora z Ascony - Rolanda Meutera.


Po krótkim instruktarzu ze strony Jany podzieliliśmy się na dwie pięciosobowe grupy ( były dwie kuwety ) i ochoczo przystąpiliśmy do prób. Efekty były różne, zdecydowanie najlepsze marmurki wychodziły spod ręki Dusana, moim zdaniem moje papiery plasowały się na przeciwległym biegunie... nie zrażając się tym próbowałem do skutku, wiem już że na dobry efekt końcowy wpływ ma wiele różnych czynników...


Nie byłbym sobą gdybym zajął się przez te dwa dni wyłącznie papierami, z wielką przyjemnością obejrzałem zebrane w dużej witrynie prace Jany, od miniatur po "Sobotovki" a kończąc na całopapierowych...

sobota, 21 listopada 2009

Jak przeklinać - gotowa oprawa.




Brakuje jeszcze etui aby całkowicie zamknąć temat "przeklinania" a to powstanie z pewnością w przyszłym tygodniu... Wszystkie elementy graficzne na pergaminie wykonałem wodoodpornym czarnym tuszem, ilustracje wewnątrz są w tak żywych kolorach że sama czerń na zewnątrz wydała mi się najwłaściwsza...

sobota, 7 listopada 2009

Edgard Claes, nie tylko introligator... Część 2

Listopad 2008, jestem w Belgii, w Denderleeuw, drugi raz. Tym razem nie ma już takich emocji jakie towarzyszyły mi podczas pierwszej wizyty... Wiem jak będzie, wiem czego się spodziewać i znowu spotkam grupę sprawdzonych przyjaciół z Czech. Napisałem przyjaciół bo na każdego z nich naprawdę mogę liczyć w różnych sytuacjach, ale o tym przekonałem się dopiero później...
Atmosfera jak zwykle rewelacyjna od pierwszego do ostatniego dnia, żadnych problemów, zmartwień itp... Tydzień wakacji jak podsumował cały kurs Jirka Fogl, bo przecież wykonujemy rzeczy które wszyscy uwielbiamy robić.


Edgard tym razem zaproponował nam oprawę typu BRADEL, daje ona szerokie możliwości wyboru konstrukcji okładzin, ja nazwałem ją po prostu bradel według Claes'a. I od razu przedstawił nam gotowy egzemplarz tejże oprawy, była to wersja WATER book, gotowa do wysłania na konkurs do Anglii.


Jak ją zobaczyłem to już wiedziałem że ja ze swoją propozycją będę okupował koniec stawki. Takie są realia, na teraz... Ale przecież nie wiem jaki będzie mój poziom po 50-tce, może zbliżę się do średniej europejskiej, a może do czołówki. Najbliższy sprawdzian w Estonii...Bawi mnie to, tak jest też z corocznymi wystawami w Czechach, za każdym razem widzę swój postęp i jadę z przekonaniem że już teraz ich dogoniłem, albo mocno się zbliżyłem, po czym wchodzę na wystawę, podchodzę do pierwszej gabloty, patrzę i... cholera jasna Oni też robią postępy, znowu mi uciekli... przygryzam wargi i myślę, no to znowu mam rok czasu na pościg...

Na koniec tradycyjnie galeria ukończonych opraw, fajnie się to wszystko prezentowało, podczas robienia tych zdjęć naszła mnie myśl że wielka szkoda że u nas w Polsce jesteśmy tak daleko...



Ten kurs zapamiętam przede wszystkim ze względu na moją pierwszą wizytę w Bibliotece Wittockiana, i to jaką... Pan Wittock bardzo ceni Jana Sobotę, hm, a któż go nie ceni zresztą, i poświęcił nam połowę dnia, sam nas oprowadził i opowiadał o prawie każdej oprawionej książce na wystawie. Edgard po wszystkim powiedział że jeszcze nie widział tak emocjonalnie opowiadającego Pana Wittocka o swoim dziele...



Dodam jeszcze że resztę tego udanego dnia spędziliśmy na zwiedzaniu Brukseli, a tam największe wrażenie zrobiły na mnie słodycze i Atomium...


Zapomniałbym dołączyć moją wersję oprawy, na miejscu już u mnie, dorobiłem etui...


CDN...

piątek, 6 listopada 2009

Edgard Claes, nie tylko introligator...


Pomysł na powstanie oprawy dla książki "Jak przeklinać" wziął się z nauki zdobytej podczas kursów introligatorskich u Edgarda Claesa, mnicha z klasztoru w Denderleeuw...
A zaczęło się wszystko na Seminarium Spolecenstva Ceskych Kniharu w Brandysie koło Pragi, w 2007 roku, gdzie jednym z zaproszonych gości był właśnie ten skromny, cichy Pan ( tak właśnie go wtedy postrzegałem)

Jego prezentacja zgodnie została potem uznana za najciekawszą, zapamiętałem ją dobrze również z tego względu że cały czas pomagała mu jego uczennica, młoda Niemka - Christine Sieber, która zwracała uwagę wszystkich swoim...ubiorem. Już jak weszli do sali to zrobiło się ciekawie... A potem pomimo początkowego gwaru robiło się coraz ciszej i ciszej...aż w końcu na sali słychać było już tylko niemiecki język Edgarda i czeskie tłumaczenie. Gdy na chwilę rozejrzałem się wokół siebie moi czescy sąsiedzi mieli coraz bardziej otwarte usta... Przyznam że i mnie zatkało, takie oprawy z bliska widziałem pierwszy raz w życiu...



Po prezentacji Edgard i Christine otrzymali gromkie oklaski na stojąco, a rozmów na temat tych wspaniałych opraw nie było końca. Czesi długo jeszcze podchodzili do biurka z wystawionymi pracami i robili zdjęcia... A wśród nich ja... Byłem pod naprawdę dużym wrażeniem precyzji, projektów i estetyki wykonania. Z przyjemnością patrzyłem jak z wielką misterią pakują wszystkie książki do etui, a potem jeszcze do specjalnych pokrowców szytych na miarę na każdą oprawę...


W ostatni dzień Seminarium dociera do mnie informacja, Jacek- jedziesz do klasztoru Edgarda na kurs, jeśli chcesz oczywiście... Nie wiedziałem dlaczego ja, nie wiedziałem kiedy ale czułem się jakbym wygrał główną nagrodę w LOTTO - szczęśliwy i podekscytowany, pomyślałem że to niesamowita szansa dla mnie aby podnieść swoje umiejętności i natychmiast zdecydowałem - JADĘ...

Jesień 2007, jestem w Denderleeuw, gotowy na przyjęcie dużej porcji wiedzy... a niech mnie przytłoczy, dam radę... Zaczynamy od zwiedzania miasta, głowa w prawo, głowa w lewo ale myślami jestem już przy następnym dniu... bo się zacznie, na to czekam...


Wreszcie zaczynamy, stanowiska zajęte, każdego dnia oglądam wszystko z wielką ciekawością, jak jest urządzona pracownia, jakie są i jak rozmieszczone narzędzia, jakie światło i jak posegregowane materiały, notuję wszystko, robię zdjęcia ( ponad 600 )... no i słucham, angielski tłumaczą na czeski, o mnie nikt nie myśli, rozumiem 50% angielskiego i 80% czeskiego, czasami więcej czasami mniej, ale bacznie obserwuję... i ciągle się uczę, z zadowoleniem odkrywam że z każdym dniem rozumiem coraz więcej po angielsku i czesku, najszybciej łapię świństwa, bryluje w tym Karel Havlik który szybko uczy mnie jak zakląć i sprośnie mówić w tym języku.

Pracownia jest pełna obrazów ze wszystkimi oprawami Edgarda...

Piaskowanie...

Edgard Claes jest introligatorem, rzeźbiarzem, malarzem, wybornym kucharzem i jeszcze niesamowicie śpiewa i gra na harfie - artysta wszechstronny...W klasztorze co chwilę trafiam na dowody jego talentu, w ogrodzie jest rzeźba...

A w świetlicy obraz zatytułowany - "Ofiary Tsunami"


Po tygodniu intensywnej nauki przychodzi czas na podsumowanie, każdy naładowany jest dodatkową energią, zainspirowany tym co zobaczyliśmy i co nowego możemy wykonać. Wspólny wyjazd na drobne zakupy kończy pobyt w tym gościnnym miejscu, zaraz po niedzielnym śniadaniu każdy wyruszył w swoją stronę...

Wspólne zdjęcie gotowych opraw...

Mój pokój, jestem już spakowany i gotowy do drogi...

Z wielu opraw Edgarda Claesa ta podoba mi się najbardziej, nowoczesne wykonanie Biblii...

To moja wersja Dorfner binding z kursu 2007, bardzo dziękuję Jackowi Kordusowi za wykonanie zdjęcia tej oprawy...co klasa to klasa...

CDN...