środa, 25 sierpnia 2010

Introligatorskim szlakiem


Zaproszenie na wystawę Jana Campsa, Julii Van Mechelen i jeszcze czwórki artystycznych introligatorów z Belgii i Holandii otrzymałem już wiosną. To efekt ubiegłorocznej wizyty w pracowni tej sympatycznej introligatorskiej pary których oprawami jestem zauroczony. Z trzech miast w których wystawa się odbywała do Moguncji miałem najbliżej, kolejny ważny powód to również to że dwa dni po rozpoczęciu wystawy w muzeum Gutenberga spieszyłem się na wernisaż do Loket. O wszystkich tych wydarzeniach informowałem na bieżąco na blogu, dzisiaj zatem spełniam tylko obietnicę że wrzucę trochę materiału zdjęciowego i skrobnę parę zdań o swoich wrażeniach. Jan Camps i jego żona Julia to już klasa sama w sobie, ich oprawy są wielką inspiracją dla mnie ale doskonałość techniczna którą prezentują na chwilę obecną zdecydowanie jest poza moim zasięgiem. Wcale mnie to jednak nie martwi bo mam kogo gonić...
Pozytywnie naładowany acz nieco zamroczony tym co zobaczyłem udałem się w dalszą drogę, tym razem do Czech i Loket, czyli miejsca zamieszkania mojego introligatorskiego "guru". Jan Sobota wyraźnie był ucieszony widząc moją osobę, chyba docenił to że zrobiłem w sumie 1300 km ( Poznań - Mainz - Loket ) aby spędzić 3 godziny na jego wernisażu.
Dla mnie spotkanie z mistrzem to jednak zawsze okazja do nauki i czas z pewnością nie stracony.
Niczego nie żałuję...



W oczekiwaniu przed muzeum.


Plakat o wystawie MET6




Część stałej ekspozycji historycznych opraw w muzeum.


... a to już LOKET


Słowo wstępne Ladislava Hodnego, wieloletniego przyjaciela rodziny Sobotovich


Jan Sobota o swoich oprawach...


Jarmila Sobotova... o wszystkim...

... i na koniec jedna z wielu opraw na wernisażu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz