wtorek, 31 sierpnia 2010

Płócienne wariacje

Tym razem skóra naturalna będzie w mniejszości, dwie z przygotowanych książek mają dla klientów wartość sentymentalną a trzecia jest moją prywatną własnością. Jak to u mnie bywa zakupiłem ją kiedyś na Allegro i nie miałem pomysłu na oprawę. Przyszedł natychmiast po krótkim pobycie w muzeum Gutenberga.
To że wszystkie trzy otrzymają nową oprawę płócienną nie oznacza że będzie nudno i monotonnie. Zadam sobie trochę trudu i zastosuję do wszystkich strukturę Sobotovą... Wymyślił ją Obi-Jan Bookbinding Master więc nie mogę zrobić wstydu.
Z małymi wyjątkami całość prac wykonam w moim małym domowym królestwie, będą to więc moje pierwsze oprawy na nowym miejscu.

I na koniec jeszcze mały drobiazg... Pierwszym trzem osobom które napiszą która z poniższych książek jest moja wyślę mały "gadżet" z mojej pracowni i przeze mnie wykonany. Do odważnych świat należy zatem śmiało... to nie boli... email jest tuż obok...





środa, 25 sierpnia 2010

Introligatorskim szlakiem


Zaproszenie na wystawę Jana Campsa, Julii Van Mechelen i jeszcze czwórki artystycznych introligatorów z Belgii i Holandii otrzymałem już wiosną. To efekt ubiegłorocznej wizyty w pracowni tej sympatycznej introligatorskiej pary których oprawami jestem zauroczony. Z trzech miast w których wystawa się odbywała do Moguncji miałem najbliżej, kolejny ważny powód to również to że dwa dni po rozpoczęciu wystawy w muzeum Gutenberga spieszyłem się na wernisaż do Loket. O wszystkich tych wydarzeniach informowałem na bieżąco na blogu, dzisiaj zatem spełniam tylko obietnicę że wrzucę trochę materiału zdjęciowego i skrobnę parę zdań o swoich wrażeniach. Jan Camps i jego żona Julia to już klasa sama w sobie, ich oprawy są wielką inspiracją dla mnie ale doskonałość techniczna którą prezentują na chwilę obecną zdecydowanie jest poza moim zasięgiem. Wcale mnie to jednak nie martwi bo mam kogo gonić...
Pozytywnie naładowany acz nieco zamroczony tym co zobaczyłem udałem się w dalszą drogę, tym razem do Czech i Loket, czyli miejsca zamieszkania mojego introligatorskiego "guru". Jan Sobota wyraźnie był ucieszony widząc moją osobę, chyba docenił to że zrobiłem w sumie 1300 km ( Poznań - Mainz - Loket ) aby spędzić 3 godziny na jego wernisażu.
Dla mnie spotkanie z mistrzem to jednak zawsze okazja do nauki i czas z pewnością nie stracony.
Niczego nie żałuję...



W oczekiwaniu przed muzeum.


Plakat o wystawie MET6




Część stałej ekspozycji historycznych opraw w muzeum.


... a to już LOKET


Słowo wstępne Ladislava Hodnego, wieloletniego przyjaciela rodziny Sobotovich


Jan Sobota o swoich oprawach...


Jarmila Sobotova... o wszystkim...

... i na koniec jedna z wielu opraw na wernisażu.

środa, 18 sierpnia 2010

Zaproszenie na wystawę


Tym razem się wybieram, więc po powrocie zapewne wrzucę kilka zdjęć na bloga i małe co nieco napiszę jak było. A jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć nietuzinkowe oprawy to oczywiście gorąco zachęcam...
Najpierw do LOKTE a potem do ZAMBERKA...

Na zdar...


niedziela, 8 sierpnia 2010

Domowa pracownia


Obecny rok dla mnie to pasmo wydarzeń radosnych które przeplatają się ze smutnymi. Tych drugich oby było jak najmniej a najlepiej już wcale... Wakacje trwają a ja każdą wolną chwilę po pracy spędzałem ostatnio aby stworzyć sobie małą domową pracownię. Szału nie ma bo to zaledwie niecałe 9 metrów i upchnąć wszystkiego co potrzebne się po prostu nie da, ale gdy już skończyłem to ogarnęła mnie wielka satysfakcja i mam nadzieję że zacznie w niej powstawać wiele ciekawych opraw. To kolejne moje zrealizowane marzenie i uczciwie napiszę że już jedno z ostatnich na liście...
Bardzo, ale to bardzo dziękuję Aldonie, Bartkowi i Emilii za pomoc przy realizacji, każdy ma w tym swój udział, Sonia i Lusia raczej przeszkadzały ale im się wszystko wybacza...

Zdjęcia w kolejności, przed i po remoncie...